Lechia Gdańsk ponownie musiała zagrać młodzieżą i ponownie przegrała


Straszny początek sezonu w wykonaniu Lechii Gdańsk - lecz trudno oczekiwać czegoś innego

31 lipca 2026 Lechia Gdańsk ponownie musiała zagrać młodzieżą i ponownie przegrała
Tomasz Hatta

Bardzo słabo w sezon Betclic 1 Ligi wchodzi Lechia Gdańsk. Spadkowicz z ekstraklasy po porażce z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, tym razem również u siebie przegrał z Wartą Poznań. Było to spotkanie jednostronne i nie mogło to ani trochę dziwić. Gospodarze ponownie wyszli w eksperymentalnym i mocno odmłodzonym składzie. Do gry udało się zgłosić jedynie Jakuba Adkonisa, a na ławce zasiadło dwóch doświadczonych - Camilo Mena i Rifet Kapić. Kibice w Gdańsku muszą poczekać na poprawę sytuacji.


Udostępnij na Udostępnij na


Przed spotkaniem z Wartą Poznań w Gdańsku było wielkie oczekiwanie na reakcję FIFA. Paolo Urfer w tym tygodniu uregulował zaległości, przez które na klub zostały nałożone zakazy rejestracji nowych zawodników. Dosyć sprawnie przebiegła sprawa z PZPN, który zdjął ten zakaz niedługo po przesłaniu dokumentów. Inaczej sprawa miała się z FIFA, która zdjęła ten zakaz w dniu meczu i to po godzinie 16. To też spowodowało, że radość w klubie była połowiczna.

Z nowych zawodników do gry udało się zgłosić tylko Jakuba Adkonisa. Danyło Małow i Samuel Kopasek na oficjalny debiut za to muszą jeszcze poczekać. Ich sytuacja rejestracji jest bardziej skomplikowana, z racji tego, że są to zawodnicy zagraniczni. Spowodowało to zatem ponownie przymus wystawienia wielu młodych zawodników w składzie, co też nie napawało optymizmem. Warta Poznań mogła się obawiać większego wzmocnienia rywala, bo do klubu po pobycie w Kolumbii wrócił Camilo Mena, a i Rifet Kapić trenował na pełnych obrotach. Oni akurat zasiedli w tym meczu na ławce rezerwowych.

Cudu nie było

Ograny na dobrym poziomie środek pola i Tomasz Wójtowicz na lewej obronie to było zdecydowanie za mało. Warta Poznań już od samego początku ruszyła do ataków i spychała Lechię Gdańsk do defensywy. W niej trójka młodych zawodników popełniała błędy i była momentami bardzo elektryczna. Długo nie trzeba było czekać na negatywne skutki, gdyż po 22 minutach goście prowadzili już 2:0. Najpierw świetnie w polu karnym odnalazł się Mateusz Stanek i bez problemów pokonał Szymona Weiraucha. Chwilę później po faulu w polu karnym wynik z jedenastu metrów podwyższył Marcel Stefaniak. Przed przerwą Warta Poznań zdołała jeszcze dołożyć trzeciego gola, po koszmarnym błędzie bramkarza gospodarzy.

Druga część spotkania była nieco odmienna. Na placu gry pojawili się Camilo Mena i Rifet Kapić, przez co nieco gra Lechii uległa zmianie. Warto zaznaczyć, że Kapić nie został zbyt przychylnie przywitany przez kibiców. Kapitan drużyny dodatkowo przy kontaktach z piłką był wygwizdywany. Ma to oczywiście związek z zachowaniem i różnymi wypowiedziami Bośniaka. Wracając do samego meczu, Warta była zadowolona z wyniku, a gospodarze próbowali jakoś rozruszać swoją grę i powalczyć chociaż o honorowego gola. Zespół prowadzony przez Macieja Tokarczyka zdecydował się na wyczekiwanie rywala i wyprowadzanie kontr, które czasami potrafiły zagrozić bramce Szymona Weiraucha.

Wynik finalnie nie uległ zmianie. Lechia Gdańsk miała kilka fajnych momentów, ale brakowało konkretów pod bramką rywala. Dwa mecze i zero strzelonych goli, za to sześć straconych. Bilans bardzo zły, ale i był potencjał na znacznie gorszy. Smutne to dla sympatyków Lechii, ale jakże prawdzie.

Coraz większe niezadowolenie kibiców

W tle tego meczu z Wartą Poznań bardzo często z trybun były słyszalne mocne słowa kierowane do Paolo Urfera. Działania prezesa Lechii Gdańsk jest szeroko komentowane i cierpliwość wśród kibiców jest coraz mniejsza. Stąd też niezbyt duża frekwencja, bo wielu z nich po prostu nie zamierza pojawiać się na razie na stadionie. Oficjalnego bojkotu nie ma i na to się nie zanosi, ale pewne zgrzyty w środowisku powstały. Po weekendzie ma dojść do zamkniętego spotkania kibiców z Paolo Urferem i bardzo ciekawe co z tego wyniknie.

Na trybunie dopingowej w drugiej połowie dodatkowo pojawił się transparent nawiązujący do słów Paolo Urfera, które kierował w kierunku PZPN.

Ostatnia sprawa spłaty długów, przez które klub miał nałożony zakaz transferów w PZPN i FIFA również ożywiła dyskusje. Zrobione to zostało za późno i nadal temat nie jest do końca załatwiony. Jak donosił Piotr Potępa, PZPN zdjął ten zakaz, lecz pod pewnymi warunkami. Lechia Gdańsk musi do końca sierpnia udowodnić, że ma uregulowane płatności za czerwiec i lipiec. Więc w temacie zakazów może być jeszcze ciekawie – o ile znowu będzie to tak przeciągane.

Pomóc może sprzedaż

Z całą pewnością transfery wychodzące to na dziś coś, na co Paolo Urfer czeka najbardziej. Pierwszym odejściem gotówkowym jest Kacper Sezonienko, który przeniósł się do Hellasu Werona. Mówi się o zarobku rzędu miliona euro i 500 tysiącach w bonusach. W drużynie jest jeszcze kilku zawodników, którzy mogą przynieść znacznie większy zarobek – Tomas Bobcek, Camilo Mena i chociażby Iwan Żelizko. Gdyby każdy z nich został wytransferowany za dobre pieniądze, być może sytuacja finansowa w Lechii na jakiś czas byłaby spokojniejsza.

Na dziś najbliżej odejścia jest Tomas Bobcek, a mówi się o kierunku niemieckim. Meczyki donosiły ostatnio, że negocjacje w sprawie transferu prowadzone są z Werderem Brema. Najbliższy czas pokaże co z tego wyniknie. Z zarobionych ewentualnie pieniędzy łatwiej byłoby też zbudować jakkolwiek kadrę, by faktycznie włączyć się do walki o awans. Już jest pewne to, że po takim początku sezonu będzie co nadrabiać, a kto wie ile jeszcze punktów tego lata Lechia Gdańsk straci. Czeka ich potem pogoń za czołówką, jeżeli oczywiście będą ku temu możliwości.

To jest na dziś gdybanie, a kolejne tygodnie być może coś w Lechii wykrystalizują. Pewne jest jednak to, że trudno spodziewać się cudów, jeżeli nadal właściciel klubu będzie działał w taki sposób. Nie ma podstaw do tego, by uważać, że poślizgi w wypłatach się zakończą. Nie ma podstaw do tego, by uważać, że w klubie zapanuje spokój i nie będzie kwasów. Najgorzej, że Paolo Urfer zaczyna być zły na miejscowych dziennikarzy, że działają na szkodę klubu. Wszyscy wokół stają się winni, a wina leży gdzie indziej.

Na koniec. Wielki szacunek dla wszystkich młodych zawodników, którzy wystąpili w tych dwóch kolejkach. To nie jest wasza wina, że sytuacja w klubie jest fatalna. Walczycie na tyle, na ile jesteście w stanie i cieszcie się tym, że możecie grać w Betclic 1 Lidze. Wyniki są jakie są, ale macie swój moment. Nikt normalny do was pretensji nie ma i mieć nie będzie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze